

Cicho, powoli, spokojnie, w samotności
W mroku, w cierpieniu, bez śladów miłości
Gaśnie ostatni promyczek nadziei,
Na to, że świat się kiedyś zmieni
Zaczęły szaleć groźne wichry i zamiecie
Z ogniska wielkiego płomienia niewiele
Zostało. Zgasło. Zniknęło. Uleciało w powietrze
Na tym strasznym, szalejącym wietrze
Lecz teraz tylko ruiny, trzeba naprawiać
Budować na nowo fragmenty świata.
Cieszyć się chwilą krótkiego spokoju
A swe cierpienia ofiarować Bogu
Mówią, że nadzieja umiera ostatnia
Że zawsze jest jakaś maleńka szansa
Że wszystko zależy od ciebie
Tylko uwierz, miej nadzieje!

To miało być nasze ostatnie spotkanie
Tak to sobie zaplanowałam
Miałam powiedzieć co myślę, co czuje
Potem zaprzestać kochania
To miała być nasza ostatnia rozmowa
Tak to sobie wymyśliłam
Miałam być ostra, byłam spokojna
Miłość złudzenia rozmyła
To miał być nasz ostatni pocałunek
Ostatnie spojrzenie sobie w oczy
I choć tak chciałam przestać cię kochać
Koło miłości nadal się toczy
To nie miało tak się skończyć
Inaczej to zaplanowałam
Miałam to wszystko zakończyć
Jeszcze bardziej pokochałam.

Biała kartka zapisana drobnymi literami
Historia nakreślona pięknymi wyrazami
Początek pokazany wesołymi rymami
Koniec – pęknięte lustro z płynącymi łzami
Smutek ból i rozpacz na końcu zostały
Niektóre słowa serce rozrywały
Wspomnienia dobrych chwil tak bardzo bolały
Rozdzielono dwie dłonie, które się kochały
Dziś wyciągam czystą białą kartkę
Strony przeszłości zostają podarte
Zapomnieniu ulega historia owa
By swoje życie zacząć od nowa
.jpg)
Nazywałeś mnie aniołem
Stróżem twoim w każdej trwodze
Miałam być tu zawsze z tobą
Chronić ciebie swą osobą
Lecz aniołem ja nie jestem
Nie polecę w każde miejsce
Nie uchronię od złych zdarzeń
Nie po spełniam twoich marzeń
Choćbym chciała, choćbym mogła
Nigdy planom twym nie sprostam
Sam los musisz wziąć w swe ręce
Ty decyduj, to twe szczęście
Sam chcieć musisz się poprawić
I swe życie wnet naprawić
Bo pogrążasz też i siebie
Ale i anioła w niebie
Bo twym stróżem, powiernikiem
Przyjacielem i prawnikiem
On za ciebie odpowiada
I to jemu będzie biada

Krok do wiecznej szczęśliwości
Krok do ukojenia
Ucieczka od problemu
Ucieczka od złego świata
Śmierć
Okupiona morzem łez
Strumieniami krwi
Morzem smutku
Oceanem bólu
Krzyczę
Nie daję rady
Błagam Boga o śmierć
Zakończ moje mękę.

Prawdziwej miłości nikt dzisiaj nie ceni
I to się tak szybko teraz nie zmieni
Bardzo będzie cię bolało
Bo się jemu kłamać chciało
Wypowiadał takie słowa
że kochała go twa głowa
I twe usta i tez ręce
A najbardziej twoje serce
Co ci teraz pozostało?
Kiedy wszystko się wydało
Tylko płacz i łzy słone
Stanowią całą ochronę
Lecz pamiętaj nawet trochę
Nie zaufaj już idiocie
Bo on tylko chce omamić
Żeby Tobą się pobawić
Wiec nie ufaj i nie szukaj
Złej miłości u kłamczucha

Kilka ran na ręku
Kilka ran na sercu
Kilka trudnych słów
Te uczucie wraca znów
Ta chęć aby zapomnieć
Aby się oderwać,
Skupić na czymś innym
taki prosty sposób
parę ruchów
parę kropel krwi
Spokój, ukojenie
Na jak długo?
Nie wiem
Zostaje tylko delikatny smutek
I blizny całego życia


Boli serce, boli ciągle
Nie potrafi cię zapomnieć
Płacze, kocha, chce do ciebie
Żeby poczuć się jak w niebie.
Choć ty nie chcesz już serduszka
Ono szepcze ci do uszka
Że wciąż czeka, że wciąż pragnie
Byś się znalazł obok nagle.
Kiedyś w końcu cię zapomni
Wtedy ciebie coś zaboli
Wtedy przyjdziesz na kolana
Ona już nie będzie chciała
Z innym znajdzie w życiu szczęście
już jej nie zobaczysz więcej.

Wieczny smutek
Wieczne potępienie
Wieczne zakłamanie
Wieczne marudzenie
Nie ma tu dobroci
Nie ma namiętności
Nie ma zrozumienia
Nie ma miłosierdzia
W wiecznej głębinie beznadziejności
Nie ma melodii miłości